Czy naprawdę mamy całkowity wpływ na naszą sylwetkę? Czyli dlaczego bodyshaming nie ma sensu.


Od dziecka powtarza się nam „nie oceniaj ludzi po wyglądzie” czy „nie szata zdobi człowieka”. Dlaczego zatem tak wiele osób nadal spotyka się z dyskryminacją ze względu na to jak wyglądają? Dlaczego tak często przyczepia im się łatkę „leni” i „słabych”? Wygląd nie jest równoważnikiem naszej silnej woli i pracowitości, a pochodną wielu złożonych czynników, na które nie zawsze mamy wpływ i o tym jest ten post.


Podzielę czynniki kształtujące nasz wygląd na bezpośrednie i pośrednie. Do pierwszej grupy zalicza się zatem dieta i trening – czyli elementy, które świadomie wypracowujemy i są zależne od nas. Taki jakby element końcowy warunkowany przez czynniki pośrednie czyli środowiskowe, genetyczne, rodzinne itp. Na wiele z czynników pośrednich nie mamy wpływu, a już na pewno nie całkowity.

Czynniki pośrednie warunkują nasze możliwości do podejmowania treningu i diety i chcąc wprowadzić jakieś zmiany w wyglądzie, a opierając się tylko o dwie główne kwestie (odżywianie i ćwiczenia) jednocześnie podważając istotę czynników środowiskowych popełnia się olbrzymi błąd.


Pułapka, w którą często wpadają instagramowi fit influencerzy, ale nie tylko oni, to usilne twierdzenie, że z wyjątkiem diety i treningu nic innego nie wpływa na naszą sylwetkę. Wszelkie argumenty o kwestiach dziedzicznych spotykają się z bagatelizowaniem lub co gorsza wyśmiewaniem. Jest to bardzo szkodliwe podejście ze strony osób, którym rzesza ludzi ufa, gdyż traktuje kwestie sylwetki i zmian w niej bardzo powierzchownie. Kluczem do korzystnej zmiany jest indywidualne i całościowe podejście z rozpatrzeniem wielu czynników naszego stylu życia. Bo nasz wygląd to nie tylko rezultat tego, czy utrzymujemy deficyt kaloryczny czy nie. I w tym artykule skupiam się na wielu czynnikach pośrednich, tych nie do końca zależnych od nas, ale kształtujących naszą sylwetkę. Taki mój mały cel to wzbudzenie większej empatii, otwarcie głowy, spojrzenie szerzej na kształtowanie się naszej sfery zewnętrznej. Zapraszam.


FTO, epigenetyka i czy naprawdę wszystko kontrolujemy sami?


Główny punkt odniesienia będzie w tym artykule stanowić większa masa ciała, nadwaga, otyłość. Bo to właśnie osoby z tendencją do odkładania się większej ilości tkanki tłuszczowej są najczęstszym celem ataków i dyskryminacji. W późniejszych podrozdziałach będę poruszać poszczególne czynniki środowiskowe, które są poza naszą kontrolą, a składają się na zwiększone predyspozycje do nadwagi i otyłości, ale rozpocznę od aspektów bardzo naukowych, genetycznych.

Zdaniem naukowców kwestie „czysto” genetyczne przekładają się zaledwie w 5% na wystąpienie otyłości i dlatego często zarówno medycy jak i niemedycy, a szczególnie trenerzy i influencerzy piętnują tłumaczenie swojej masy ciała mówieniem „takie mam geny”. Rozpatrując otyłość trzeba odnieść się do intensywnie badanego genu FTO, którego niektóre allele predysponują do otyłości. Dokładny mechanizm jego działania nie jest do końca poznany, jednak wskazuje się na powiązanie jego ekspresji z poziomem neuropeptydu Y w podwzgórzu (stymulującego łaknienie), czym wpływa na apetyt i zachowania żywieniowe. Istnieje bardzo ciekawe badanie na polskiej populacji, w której zespół badaczy wykazał korelacje między określonym rodzajem genotypu (FTO rs9939506 GG) a występowaniem otyłości poprzez wpływ na masę ciała i metabolizm. Zdaniem naukowców część polskiego społeczeństwa jest nosicielami genu, który w środowisku sprzyjającym rozwojowi otyłości znacząco zwiększa prawdopodobieństwo jej wystąpienia.

I tutaj wchodzi pojęcie epigenetyki. Czyli w uproszczeniu: nauki zajmującej się badaniem wpływu czynników innych niż wynikających z budowy DNA na ekspresję genów. Czyli czynników środowiskowych, zewnętrznych. Oznacza to, że nie wszystko, co jest zapisane w materiale genetycznym musi się ujawnić, bo wpływ na to mają czynniki środowiska, w którym żyjemy. Składa się na to ogólnie pojęty styl życia – dieta, aktywność fizyczna, ekspozycja na toksyny, promieniowanie, szkodliwe substancje i tak dalej. Czyli prawdą jest, że dziedzicząc geny predysponujące do otyłości czy innych cech nie jesteśmy skazani na posiadanie ich. To jak żyjemy będzie determinowało czy uda nam się uniknąć wykazywania niektórych cech albo być może ujawnią się takie, które u naszych rodziców były niewidoczne.

Pułapką, w którą wpada wielu ekspertów (lub pseudo) jest myślenie, jakoby każdy miał 100% kontroli nad swoim stylem życia. Że każdy jest kreatorem własnego środowiska i sam sobie jest winien, że go nie zmienia. I że przez taki styl życia jaki prowadzi, to te geny się ujawniają. Szczególnie osoby z wyższym BMI padają ofiarą oskarżeń o bycie leniwymi, którym nie chce wziąć się w garść. To, że mają gen predysponujący do otyłości to nic, bo trzymają własne życie w swoich rękach, sami są kowalami swojego losu i nic z tym nie robią!

Będę zatem pokazywać, że to nie jest tak, że mamy 100% kontrolę nad swoim stylem życia, który przekłada się na to jak wyglądamy. Być może dla niektórych zabrzmi to absurdalnie, ale nasze środowisko i styl życia też jest dziedziczony i są na to badania naukowe. Rodzina i dzieciństwo Wszystko zaczyna się od rodziny, która od pierwszych dni naszego życia jest najistotniejszym twórcą środowiska, w którym dorastamy i które najprawdopodobniej odziedziczymy. Znacząca część decyzji dotycząca naszej przyszłości, nie tylko w kontekście sylwetki podejmuje się jeszcze przed naszym urodzeniem.

Styl życia ciężarnej, jej BMI, palenie papierosów, a nawet niedobór witaminy D są czynnikami predysponującymi dziecko do otyłości w przyszłości! Obserwuje się częściej występującą otyłość u dzieci urodzonych przedwcześnie o niskiej masie pourodzeniowej, które następnie zaczęły szybko przybierać na wadze. Co więcej, badania wskazują, iż dzieci karmione piersią mają średnio niższe BMI niż te, które były karmione butelką. Bardzo ciekawym jest badanie Sachdev i wsp., w którym wskazują, iż wyższa pourodzeniowa masa ciała jest skorelowana z wyższym BMI w przyszłości. Z tym, że obserwuje się u nich większy poziom beztłuszczowej masy ciała, masy mięśniowej, ale nie tłuszczowej! Dla przypomnienia zaznaczę, że BMI nie jest dobrym wyznacznikiem poziomu tkanki tłuszczowej, bo bierze pod uwagę tylko wzrost i masę ciała, na którą składa się również masa mięśniowa, której większa ilość jest korzystna zdrowotnie. Ponadto, co bardzo istotne, występuje wysoka korelacja między otyłością w późniejszym dzieciństwie, a byciem otyłym w dorosłości. Dodatkowo jako istotny czynnik rozwoju otyłości w życiu dorosłym wskazuje się zwiększoną zawartość tłuszczu w już rozwiniętych komórkach. Naukowcy wskazują, iż już w dzieciństwie ustala się liczba komórek tłuszczowych w naszym ciele i to ona ma istotne znaczenie dla póżniejszej sylwetki. Liczba komórek tłuszczowych w życiu dorosłym utrzymuje się na stałym poziomie zarówno u szczupłych osób jak i otyłych i to nawet po odchudzaniu. Jaki z tego wniosek? Część osób, która była otyła w dzieciństwie, w dorosłości będzie miała problemy ze skuteczną utratą masy ciała.


Nie można też oczywiście pominąć kwestii tego, co wynosimy z domu. W dorosłe i samodzielne życie często zabieramy ze sobą przyzwyczajenia z domu rodzinnego, ulubione smaki, sposób spędzania wolnego czasu. To, jakie zwyczaje w ciągu kluczowych dla rozwoju naszej osobowości i upodobań lat panowały w naszym domu rodzinnym jest niezwykle istotne. Tak samo wygląda kwestia świadomości żywieniowej i zdrowotnej. Jeśli rodzice nie przekażą odpowiednich wzorców w tym zakresie swoim dzieciom, to sprawa jest bardzo trudna. Trzeba wtedy liczyć na to, że taka osoba jakimś cudem zainteresuje się odżywianiem/treningiem sama z siebie lub trafi na odpowiednie osoby, które ją do tego zmotywują. Na aspekty edukacji i świadomości wyniesionej z domu często wpływ mają kwestie socjoekonomiczne, o czym pisze w jednym z podrozdziałów niżej.


Tak zwane „skłonności do tycia” i „dobry metabolizm”


Na pewno znacie osoby, które jedzą bardzo dużo i nie tyją. I takie, które mówią, że „tylko spojrzą na ciastko i już kilka kilo w górę”. Brzmi śmiesznie i niedorzecznie, ale za tym też stoi wytłumaczenie naukowe. Odpowiedź organizmu na nadwyżkę energetyczną może być odmienna i wpływ na to może mieć z jednej strony oczywiście aktywność fizyczna, szczególnie ta nieintencjonalna (NEATy) ale też kwestie genetyczne. W badaniu Okkoli sprawdzano 12 par jednakowych bliźniąt i ich reakcję na jedzenie ponad miarę. Przyczyn zmian w masie ciała, zawartości tkanki tłuszczowej, poziomie insuliny na czczo czy poziomie cholesterolu dopatrywano się w kwestiach genetycznych. I co wyszło? Że najistotniejszym czynnikiem wpływającym na zwiększenie masy ciała i tłuszczowej tkanki podskórnej w odpowiedzi na nadwyżkę kaloryczną był polimorfizm czynnika D i adrenergicznego receptora beta2 genu Gln27Glu. Również różnice w DNA genów związanych z poziomem insuliny i cholesterolu były zauważalne.

Oczywiście – można nałożyć na to czynniki środowiskowe, niektórzy powiedzą, że jedna grupa na pewno musiała się więcej ruszać, druga mniej. Nie zmienia to faktu, że niektórym po prostu będzie trudniej utrzymać szczupłą sylwetkę z przyczyn nie wynikających z pracowitości czy samodyscypliny. Rasa i pochodzenie etniczne

W kontekście sylwetki pochodzenie etniczne ma również olbrzymie znaczenie. Patrząc na jakże różnorodną populacje Stanów Zjednoczonych – statystycznie najbardziej predysponowaną do otyłości grupą są Czarni i Latynosi, a najmniej Azjaci. Przyczyny tego nie do końca są poznane – na pewno składają się na to różnice socjoekonomiczne, ale kwestie genetyczne nie pozostają bez znaczenia, na co wskazują w swoim badaniu Cardel i wsp. oraz Xia i Grant. Zauważalna jest odmienna budowa ciała dzieci afrykańskich w porównaniu z latynoskimi czy białymi i to już od wczesnych lat życia. Szczególnie zwraca się uwagę na rozmieszczenie tkanki tłuszczowej w rejonie brzusznym. Wykazano, że do 7 roku życia to czynniki genetyczne związane z pochodzeniem rasowym/etnicznym niezależnie od czynników środowiskowych wpływają na ilość i rozmieszczenie tkanki tłuszczowej u dzieci.

Geografia i środowisko sąsiedzkie

Dostępność pokarmu narzucona przez sytuację zarówno ekonomiczną jak i geograficzną, w jakiej się znajdujemy ma wpływ na to co i ile jemy i ile ważymy. Wydaje się oczywistym, że susza=mniej żywności=głód. Z kolei powszechne marnotrawstwo jedzenia i choroby metaboliczne są pokłosiem nadmiaru żywności w krajach wysoko rozwiniętych. Różnice można zaobserwować też na mniejszym obszarze – olbrzymią rolę odgrywa to, czy pochodzimy z małego czy dużego miasta, czy ze wsi. Weźmy na przykład społeczność wiejską. Wykazano, że otyłość u mieszkańców obszarów wiejskich jest powszechniejsza o 1.36 niż mieszkańców miast. Jednak po nałożeniu na to innych czynników takich jak - środowisko sąsiadujące, zarobki czy edukacja uczyniły tę różnicę nieistotną statystycznie.


A czym jest to środowisko sąsiadujące? Patrząc na społeczeństwo wiejskie – z jednej strony odległość od wszelkich instytucji, marketów, lekarzy wymusza ruch i sprzyja zachowaniom „prozdrowotnym”. Ponadto brak lub znaczący dystans restauracji i fast-foodów nie sprzyja częstym posiłkom poza domem, które wskazywane są jako jedna z przyczyn powszechnego w społeczeństwie wzrostu masy ciała. Jednak – biorąc pod uwagę zasypane wysokoprzetworzoną żywnością półki w marketach, słabą dostępność produktów zaliczanych do zdrowej żywności w małych, wiejskich sklepach i do tego brak edukacji to sytuacja komplikuje się na niekorzyść. Myślę, że podczas lock downu wielu z nas mogło odnieść wrażenie, że o wiele łatwiej było utrzymywać wysoką aktywność fizyczną osobom mieszkającym w domu z ogrodem niż tym zamkniętym w blokach. O osobach, które mogą sobie pozwolić na skompletowanie własnej siłowni nie wspomnę. Ale to już jest aspekt ekonomiczny…

Status socjoekonomiczny

Cardel i wsp. wykazali w swoim badaniu, że osoby o najniższym statusie socjoekonomicnym spożywali znacząco więcej kalorii w ciągu dnia w porównaniu z osobami o wyższym statusie. Ponadto ich jedzenie zawierało więcej nasyconych kwasów tłuszczowych oraz sodu. Główną przyczyną jest koszt takiego jedzenia. Żywność wysokoenergetyczna, ale o słabej jakości jest tańsza i o wiele łatwiej dostępna niż tak bogata w składniki odżywcze i zdrowsza. Szczególnie w USA, gdzie było prowadzone to badanie jest z tym problem – dobrej jakości produktów trzeba szukać, a po kolejkach w (drogich) marketach ze zdrową żywnością widać jaki jest problem z dostępnością dobrej jakości pożywienia w najpopularniejszych sieciach.

W przytoczonym przeze mnie badaniu osoby miały jednak pełną dowolność w dokonywaniu wyborów żywieniowych bez względu na cenę, gdyż w ramach badania, którego celem było wyłączenie tego czynnika ekonomicznego, dostawali je za darmo.

Pomimo to dokonywali słabszych wyborów żywieniowych – decydowali się na żywność wysokokaloryczną, o gorszym składzie i właściwościach odżywczych.

Przyczyn takiego postępowania oczywiście należy szukać w mniejszej świadomości, edukacji i przyzwyczajeniach smakowych. Jednak jest jeszcze jeden ciekawy aspekt, który zaznaczono w badaniu, a mianowicie sfera psychologiczna i poczucie własnej wartości związane z przynależnością do danej klasy.

Osoby o niższym statusie socjoekonomicznym deklarowały, że rzadziej czują dumę z siebie czy siłę w porównaniu z tymi o wyższym statusie, a częściej poczucie bezsilności czy stresu. I to również ma wpływ na styl odżywiania.


Ciekawą analogię może stanowić badanie, w którym dowiedziono, że kibice drużyny futbolowej która przegrała mecz zjadali więcej niż tej, która wygrała lub w ogóle nie grała. Emocjonalne jedzenie jest udokumentowane naukowo i widać, że może mieć długofalowe efekty przekładające się na nasze ogólne zdrowie i sylwetkę.

Podniosła puenta


Spójrzmy na gospodarkę, dziedzinę wydawałoby się skrajnie daleką od dietetyki. Merytokratyczne podejście, które ma tak wielu zwolenników okazało się nietrafione, o czym świadczą pogłębiające różnice ekonomiczne i rozwarstwienie klas. W kult ciężkiej pracy, która niezależnie od pochodzenia i tego, z jakiej pozycji społecznej startujemy poprowadzi nas ścieżką „od pucybuta do milionera” wierzy już coraz mniej osób. Niektórzy pójdą na studia, będą programistami lub lekarzami, bo byli wychowywani w bogatszej rodzinie albo takiej, która stawiała nacisk na edukację dzieci, inwestowała w nią. Inni, którzy po szkole szli pracować w polu/ogrodzie lub zajmowali się młodszym rodzeństwem, a na naukę nie starczało czasu lub motywacji – najprawdopodobniej nie wyrosną na szefów wielkich korporacji. I nie ma w tym nic odkrywczego.

Dlaczego więc takie samo podejście obserwuje się na polu dietetyki i treningu i nadal jest niesłabnąco rozpowszechniane? „Nieważne skąd pochodzisz, jaką historie masz za sobą – nie trzymasz deficytu kalorycznego, jesz dużo, nie ćwiczysz – jesteś sam sobie winien!” czyli „Nie pracujesz wystarczająco ciężko, jesteś leniem.”

Jakże krzywdzące i destrukcyjne jest takie podejście. A jakże powszechne, nadal. W moim poście starałam się wyjaśnić, że odmienności sylwetek są rzeczą naturalną, na którą nie zawsze mamy wpływ. Albo raczej mamy, ale w ograniczonym zakresie.

Oczywiście nie jest tak, że ktoś kto urodzi się w rodzinie, gdzie wszyscy są otyli nie może być szczupły. Może, ale z racji czynników genetycznych i środowiskowych będzie miał to bardzo utrudnione. I lenistwo nie ma tu wiele do rzeczy.

I odwrotnie – dziecko szczupłych i wysportowanych rodziców też może mieć nadwagę. Jest to mniej prawdopodobne, bo jego środowisko będzie zapewne robiło wszystko, żeby się ruszał i jadł zdrowo, ale możliwe.

Muszę jeszcze podkreślić, że w żadnym momencie nie neguję istoty ruchu i prawidłowego odżywiania w kształtowaniu sylwetki. Zwracam uwagę jednak na istnienie innych ważnych czynników i nawołuję do szerszego spojrzenia przede wszystkim na otyłość. Dyskryminacja ze względu na wygląd, z którą spotykają się szczególnie osoby z nadwagą lub otyłe, ale też osoby w jakikolwiek sposób inne – takie, które mają większy brzuch czy pośladki w porównaniu z resztą ciała, inaczej zbudowane nogi czy biust jest bardzo powszechne i co gorsza częste w zawodach, w których nie powinna mieć miejsca – u lekarzy, dietetyków, fizjoterapeutów. Najpoważniejszym problemem jest jednak internet i wysyp pseudo specjalistów udzielających złotych porad jak być zgrabnym jednocześnie szydząc z tych niewpisujących się w ich własną definicję piękna.

Krytykowanie osób poza narzucanym od dziesiątek lat kanonem jest niedorzeczne naukowo. Skoro tym wyśmiewającym innych nie jest głupio z pobudek czysto etycznych, bo sprawią komuś przykrość, to może zmartwią się, że są niedouczeni.

Chciałabym, żeby ten post nie tylko piętnował bodyshaming podając twarde dowody na to, że nie ma sensu, ale szczególnie, żeby osoby, które padają ofiarą dyskryminacji ze względu na wygląd wyzbyły się poczucia winy. Żeby przestały sobie wmawiać, że są beznadziejne i leniwe, bo to nie w nich jest problem. Żeby uwierzyły, że mogą zmienić to, co chcą, co im się nie podoba bez biczowania siebie samych. Potrzebują tylko więcej pracy najlepiej z dobrym specjalistą, który wykaże się empatią oraz bardzo indywidualnym podejściem z rozpatrzeniem wszystkich czynników, które wpływają na ich problem. Żeby uświadomiły sobie, że wszystko można zmienić, ale kluczem jest indywidualne rozpatrzenie przypadku. I nie ma w tym ich winy.


Dla ścisłości


Aby opisać wszystkie czynniki wpływające na kształt naszej sylwetki kilkuset stronnicowa książka by nie wystarczyła. W tym artykule chciałam jedynie wskazać w oparciu o wybrane artykuły naukowe możliwie jak najnowsze, z jak najbogatszą bibliografią, że na nasz wygląd zewnętrzny wpływa wiele czynników środowiskowych, od nas niezależnych. Jak pewnie zauważyliście – pominęłam wpływ wielu jednostek chorobowych na rozwój otyłości, bo to osobny temat rzeka i nie czuję się odpowiednio wykwalifikowana, aby go odpowiednio przytaczać i chciałam ten post poświęcić innym, nieoczywistym kwestiom. Proszę, traktujcie ten artykuł jako zarys, zaledwie „liźnięcie” tematów, czy drogowskaz w którym kierunku się dokształcać, jeśli jakiś element was szczególnie zainteresował. Poniżej zamieszczam źródła, z których korzystałam przygotowując wpis.


Źródła:


Lee A, Cardel M, Donahoo WT. Social and Environmental Factors Influencing Obesity. [Updated 2019 Oct 12]. In: Feingold KR, Anawalt B, Boyce A, et al., editors. Endotext [Internet]. South Dartmouth (MA): MDText.com, Inc.; 2000-. Available from:

Fawcett KA, Barroso I. The genetics of obesity: FTO leads the way. Trends Genet. 2010;26(6):266-274. doi:10.1016/j.tig.2010.02.006


Wrzosek M, Zakrzewska A, Ruczko L, Jabłonowska-Lietz B, Nowicka G. Association between rs9930506 polymorphism of the fat mass & obesity-associated (FTO) gene & onset of obesity in Polish adults. Indian J Med Res. 2016;143(3):281-287. doi:10.4103/0971-5916.182617


Knittle JL, Timmers K, Ginsberg-Fellner F, Brown RE, Katz DP. The growth of adipose tissue in children and adolescents. Cross-sectional and longitudinal studies of adipose cell number and size. J Clin Invest. 1979;63(2):239-246. doi:10.1172/JCI109295


Spalding KL, Arner E, Westermark PO, et al. Dynamics of fat cell turnover in humans. Nature. 2008;453(7196):783-787. doi:10.1038/nature06902


Gray LA, Hernandez Alava M, Kelly MP, Campbell MJ. Family lifestyle dynamics and childhood obesity: evidence from the millennium cohort study. BMC Public Health. 2018;18(1):500. Published 2018 Apr 16. doi:10.1186/s12889-018-5398-5


Vos MB, Welsh J. Childhood obesity: update on predisposing factors and prevention strategies. Curr Gastroenterol Rep. 2010;12(4):280-287. doi:10.1007/s11894-010-0116-1


Holtrup B, Church CD, Berry R, et al. Puberty is an important developmental period for the establishment of adipose tissue mass and metabolic homeostasis. Adipocyte. 2017;6(3):224-233. doi:10.1080/21623945.2017.1349042


Harshpal S Sachdev, Caroline HD Fall, Clive Osmond, Ramakrishnan Lakshmy, Sushant K Dey Biswas, Samantha D Leary, Kolli Srinath Reddy, David JP Barker, Santosh K Bhargava, Anthropometric indicators of body composition in young adults: relation to size at birth and serial measurements of body mass index in childhood in the New Delhi birth cohort, The American Journal of Clinical Nutrition, Volume 82, Issue 2, August 2005, Pages 456–466, https://doi.org/10.1093/ajcn/82.2.456


Cha S, Kang JH, Lee JH, et al. Impact of Genetic Variants on the Individual Potential for Body Fat Loss. Nutrients. 2018;10(3):266. Published 2018 Feb 26. doi:10.3390/nu10030266

Ukkola O, Bouchard C. Role of candidate genes in the responses to long-term overfeeding: review of findings. Obes Rev. 2004;5(1):3-12. doi:10.1111/j.1467-789x.2004.00118.x


Cardel M, Higgins PB, Willig AL, et al. African genetic admixture is associated with body composition and fat distribution in a cross-sectional study of children. Int J Obes (Lond). 2011;35(1):60-65. doi:10.1038/ijo.2010.203


Arroyo-Johnson C, Mincey KD. Obesity Epidemiology Worldwide. Gastroenterol Clin North Am. 2016;45(4):571-579. doi:10.1016/j.gtc.2016.07.012

Xia Q, Grant SF. The genetics of human obesity. Ann N Y Acad Sci. 2013;1281(1):178-190. doi:10.1111/nyas.12020


Cornil Y, Chandon P. From fan to fat? Vicarious losing increases unhealthy eating, but self-affirmation is an effective remedy. Psychol Sci. 2013;24(10):1936-1946. doi:10.1177/0956797613481232


Cardel MI, Johnson SL, Beck J, et al. The effects of experimentally manipulated social status on acute eating behavior: A randomized, crossover pilot study. Physiol Behav. 2016;162:93-101. doi:10.1016/j.physbeh.2016.04.024